Kagen Przeklęty Jonathana Maberry'ego: grimdark z potencjałem
Jonathan Maberry tworzy mroczne fantasy pełne przemocy i zemsty. Recenzja „Kagena Przeklętego" – solidnego grimdarku z wpadami w tempie narracji.
Jonathan Maberry w „Kagenie Przeklętym” tworzy mroczne fantasy o upodłonym wojowniku, który budzi się w burdelu podczas gdy jego ojczyzna pada pod atakiem zakazanej magii – i pozostają mu tylko żal oraz pragnienie zemsty.
Klasyczny grimdark, ale z wyjątkami
„Kagen Przeklęty” to powieść, którą można zaklasyfikować jako bardzo tradycyjny grimdark. Maberry rozpoczyna narrację od wielkiej tragedii pokazanej w najmniejszych, najkrwawszych szczegółach. Sceny przemocy na ulicach i droga głównego bohatera ku odkupieniu nie pozostawiają złudzeń – to literatura dla dorosłych czytelników, nieznoszących przemocy na kartach.
Liczba trupów w powieści jest imponująca, a los bohaterów nieubłagany. Autor nie oszczędza też czytelnikom widoku, że „ci źli” nie zawsze ponoszą konsekwencje swoich czynów. Maberry próbuje rozproszyć mrok prostym humorem, ale lektura pozostaje ciężka atmosferą.
Tym, co wyróżnia „Kagena Przeklętego” na tle typowego grimdarku, są wątki rodzinne. Autor gra nieustannie z pytaniem „kto jest synem kogo” w kontekście rodu Vale – nawiązania do klasycznych „Kronik Amberu” Rogera Zelazny’ego są widoczne, choć nie na takim poziomie intensywności.
Cztery plany narracji – czy przeplatanka działa?
Powieść rozwijana jest na czterech równoczesnych planach fabularnych:
| Plan narracji | Zawartość | Funkcja w powieści |
|---|---|---|
| Plan główny | Losy Kagena Vale | Oś całej opowieści |
| Sny bohatera | Wizje i wizjacje | Kontekst światotwórstwa |
| Ucieczka mniszek | Losami zakonnic ze Srebrnego Imperium | Wątek poboczny |
| Przygotowania uzurpatora | Działania nowego władcy | Wątek poboczny |
Dodatkowo pojawia się „drobnica” – kilka półstronicowych rozdziałów o spisku przeciwko najeźdźcom.
Ta przeplatanka nie jest szczególnie wyrafinowana ani nie kryje wielkich tajemnic, ale działa odświeżająco, nadając tekstowi lekkości. Mimo ciężkiej atmosfery lektura „Kagena Przeklętego” to doświadczenie przyjemne – Maberry od początku do końca wiedział, co chce osiągnąć: stworzyć mroczną opowieść o zemście upodłonego wojownika. Udało mu się to osiągnąć, choć nie bez potknięć.
Największa wada: fabuła wpadła w gigantyczną dziurę
Największym problemem „Kagena Przeklętego” jest to, że autor zaczął doskonale – hitchcockowsko, od trzęsienia ziemi. Potem jednak wpadł w ogromną fabularną przepaść.
Nic istotnego nie dzieje się w głównym wątku – protagonista pije, użala się nad sobą i morduje żołnierzy. Nic nie dzieje się w wątku mniszek, które uciekają. Nic nie dzieje się na dworze wiedźmiego króla ani w snach Kagena. Powieść liczy siedemset stron, ale można by ją znacząco „odchudzić”. Czy ktoś tęskniłby za rozdziałami, w których protagonista pije, Ryssa płacze, a Miri zgrywa tajemniczą? Fragmenty mające pogłębiać postaci i budować tło nie są niepotrzebne, ale tempo rozwoju wydarzeń po rozbudowanym prologu spada do poziomu ślimaczego.
Lovecraft i Chambers w fantastycznym świecie
Najbardziej zaskakującym elementem powieści jest jej intertekstualność. Maberry serwuje nawiązania do kultury rzeczywistego świata – tradycji arturiańskich i innych – ale szczególnie konsekwentnie sięga po spuściznę Roberta W. Chambersa i Howarda P. Lovecrafta.
Wiele spośród bogów ścierających się w świecie Kagena to po prostu Wielcy Przedwieczni z uniwersum Cthulhu. Wiedźmi król nosi żółte szaty – nawiązanie do „Króla w Żółci” Chambersa. Mackowato-śliski klimat ze sporą dozą szaleństwa pojawia się regularnie na kartach powieści, tworząc ciekawe połączenie grimdarka z horror-fantasy.
Co to oznacza dla czytelnika grimdarka
Jeśli śledzisz gatunek grimdark od lat – od „Bohaterów umierają” Abercrombie’ego wzwyż – „Kagen Przeklęty” to pozycja, którą powinieneś znać. Maberry rozumie ten rodzaj fantastyki bardzo dobrze i potrafi zachować umiar w kreowaniu mrocznego klimatu, w przeciwieństwie do autorów takich jak Anthony Ryan, którzy czasem przesadzają.
Większość wad tekstu to drobnostki: nieudane gagi, przeszarżowana kwiecistość w opisach umiejętności bohatera. Problem w tym, że jest jedna wada, której zignorować się nie da – tempo środkowej części intrygi, która wlecze się niesłychanie. Z całą pewnością warto jednak sięgnąć po tę powieść, zwłaszcza że seria ma spory potencjał. Maberry ma szansę na kontynuacji zagęścić narrację i wyeliminować największą słabość pierwszego tomu.
Na podstawie: Polter.pl. Tekst opracowany redakcyjnie.