Recenzje

Ian Rankin i sekret sukcesu cyklu o Johnie Rebusie

Jak Ian Rankin przez 39 lat utrzymuje wysoką formę w cyklu o edynburskim detektywie Johnie Rebusie?

08.08.2026 — Konrad Zielonka
A mysterious detective in a vintage lounge captures the essence of classic noir storytelling.
Fot. cottonbro studio / Pexels · Pexels License

Ian Rankin przez 39 lat utrzymuje wyjątkową, wysoką jakość swojego cyklu o edynburskim policjancie Johnie Rebusie — osiągnięcie rzadkie w gatunku, gdzie większość serii ulega stopniowej degradacji formy. Dwudziesta czwarta część „Serce pełne grobów” dowodzi, że szkocki pisarz nie popadł w pułapkę, w którą wpadają niemal wszyscy twórcy seryjnych kryminałów: powolne wypalenie zawodowe, schematyczność, zombifikację bohaterów.

Dlaczego serie kryminalne upadają?

Współczesny kryminał rządzi się prawem serii. Arthur Conan Doyle, twórca Sherlocka Holmesa, już ponad sto lat temu odkrył, że publiczność nieubłaganie domaga się kolejnych przygód wymyślonego detektywa — nawet jeśli pisarz marzy o wielkich powieściach historycznych. Historia się powtarza: dziś autorzy aspirujący do bestselleru muszą zaplanować nie jedną powieść, lecz cały cykl, bo to jedyny sensowny model biznesowy w kulturze „wiecznej repetycji”.

Problem pojawia się szybko. Świat się zmienia, bohaterowie starzeją, koncepty wyczerpują się. Kultura popularna pełna jest cmentarzysk niedokończonych, spartaczonych serii. Seryjność wymusza powolną, a potem coraz szybszą utratę jakości — schematyczną nudę łataną efekciarstwem, rozdymanie powieści do absurdalnych rozmiarów albo, przeciwnie, chodzenie ścieżkami na skróty.

Henning Mankell, twórca komisarza Kurta Wallandra, był tego stopnia zmęczony pisaniem kolejnych tomów, że na koniec ukarał swojego bohatera chorobą Alzheimera. Lee Child obeszło to wyzwanie trickiem: jego Jacek Reacher żyje w bezczasie, a ogrom amerykańskich przestrzeni pozwala mu wchodzić do tej samej rzeki wielokrotnie. To jednak pastisz — gatunek, który pozwala podnieść wyżej poprzeczkę umowności.

Rebus jako test pisarskiej sprawności

Aspekt seriiZagrożenieRozwiązanie Rankina
Starzenie się bohateraUtrata aktualności, emeryturyRebus wraca jako upierdliwy emeryt, wciąż aktywny
Zmęczenie autoraSpadek formy, schematycznośćNieustanny rozwój, kwestionowanie moralne
Wyczerpanie konceptuPowtarzalność, nudaRozbudowana sieć postaci, miejsc, wątków przez 39 lat
TechnologiaPrzestarzałe metody śledztwaRebus celowo odrzuca technologię, opiera się na sieci informatorów
Moralna jednoznacznośćBohater bez głębiRebus jako moralnie złożony, wątpiący w siebie

Rankin traktuje seryjność jako autentyczne wyzwanie — test pisarskiej pomysłowości, epickiej wyobraźni i wielkiej cierpliwości. Niewielu autorów wychodzi z tego testu bez szwanku. Można go oczywiście obejść, planując cykl jako formę skończoną od początku — jak Anna Kańtoch w swojej tetralogii o Krystynie Lesińskiej, jednej z najlepszych serii w dziejach polskiej literatury kryminalnej. Ale Rankin wybrał inną drogę: utrzymanie równej, wysokiej formy przez całą karierę, co jest osiągnięciem godnym Lionela Messiego.

Upór jako szkocki atrybut

Pierwsza część cyklu, „Supełki i krzyżyki”, ukazała się w 1987 roku — w świecie maszyn do pisania, teleksów i telefonów z tarczą. Policjanci, których Rankin indagował w edynburskich komisariatach, mieli do dyspozycji jeden komputer, który trzeba było odłączać i przenosić między pokojami, gdy ktoś inny potrzebował go do pracy. Przez 39 lat świat zmienił się diametralnie, a cykl o Rebusie pozostał świeży i emocjonujący.

Rankin próbował nawet wykreślić swojego bohatera na stałe — w siedemnastej części „Pożegnalny blues” (2007) wysłał Rebusa na emeryturę. Ale po pięciu latach przerwy postać powróciła w „Stojąc w cudzym grobie” — już jako upierdliwy emeryt, wtrącający się bez pardonu w policyjną robotę. Pisarz opowiada o Rebusie tak, jakby ten był realnie istniejącym człowiekiem. Postać usamodzielniła się, zrosła się równo z życiem Rankina i samym Edynburgiem — turystami regularnie podążają ulicami szkockiej stolicy śladem detektywa.

Co to oznacza dla czytelnika?

Rebus to gburowaty gliniarz kwestionujący autorytety, samotnik nieumiejący nawiązać stałych relacji, duchowy konserwatywny konformista z kalwińskim zacięciem. Mistrz sklejania pozornie niepowiązanych wątków, wielbiciel muzyki, która wyszła z mody, zawodnik ze starej szkoły. W „Sercu pełnym grobów” staje przed sądem — zarówno dosłownie, jak i metaforycznie. To książka o świecie, który odchodzi w przeszłość i zostaje zmuszony do prawdziwych rozliczeń.

Rebus, niepotrafiący do tej pory pogodzić się ze starzeniem, emeryturą, utratą możliwości, zdobywa się na szczerą ekspiację. Rankin pokazuje go jako człowieka, który łamał prawo, preparował dowody, brał łapówki, aresztował winnych za przestępstwa, których nie popełnili. To cały Rankin — nigdy niepopadający w samozadowolenie, zawsze gotów zakwestionować moralne racje swojego głównego bohatera, zawsze umiejący pokazać, że między światłem a cieniem jest mnóstwo miejsca na wątpliwości w kwestii tego, czym konkretnie jest dobro i zło w rzeczywistości tak skomplikowanej i wielowarstwowej.

Dla czytelnika oznacza to, że seria Rankina nie oferuje łatwych odpowiedzi ani moralnych pewników — tylko głęboką, nuansowaną refleksję o naturze sprawiedliwości, władzy i osobistych kompromisów. To literatura dla tych, którzy szukają nie tylko rozrywki, lecz autentycznej eksploracji ludzkiej natury.

Na podstawie: Tygodnik Powszechny. Tekst opracowany redakcyjnie.