„Ostatni na liście" – thriller, który wybiera efekt nad logikę
Recenzja powieści Katarzyny Sienkiewicz. Thriller o profilerze FBI i seryjnym mordercy przyciąga postaciami, ale zawodzi zakończeniem.
„Ostatni na liście” to thriller, w którym autor poświęca logikę śledztwa na rzecz spektakularnych zwrotów akcji i dramatycznych relacji między bohaterami.
Powieść Katarzyny Sienkiewicz (wydawnictwo Novae Res, 2026) opowiada o powrocie seryjnego mordercy, który uciekł z więzienia i rozpoczyna nową serię zbrodni. Jego ofiarami są członkowie zespołu FBI, który go kiedyś schwytał. Do sprawy wraca Aaron – były agent FBI i profiler, który sześć lat wcześniej opuścił służbę po dramatycznych wydarzeniach. Scenariusz obiecuje solidny thriller, ale w praktyce książka okazuje się pełna kompromisów między ambicją a realizacją.
Postaci noszą książkę, nie śledztwo
Największą siłą „Ostatniego na liście” są jego bohaterowie – przynajmniej część z nich. Aaron, postać, która na papierze mogłaby wydawać się przesadnie idealna (były agent, profiler, marine, dowódca zespołu, inteligentny, przystojny, zamożny), w praktyce broni się zaskakująco dobrze. Jego sposób prowadzenia rozmów i analizowania ludzi wypada przekonująco, a autor uniknął pułapki превращения go w pomnikowego bohatera.
Inaczej rzecz się ma z młodą policjantką współpracującą z Aaronem. Ta postać została skonstruowana według znanych schematów: ambitna, impulsywna, nieustannie walcząca z autorytetami i przekonana, że każda krytyka wynika z jej płci. Jej zachowanie zbyt często wydaje się podporządkowane potrzebom fabuły, a jej ciągłe komentarze szybko męczą czytelnika.
Na szczęście pozostali bohaterowie – szczególnie niektóre postacie drugoplanowe – wypadają znacznie lepiej. Jedna z nich, mimo moralnie niejednoznacznej przeszłości, okazuje się jedną z najbardziej autentycznych osób w całej historii. To właśnie relacje między bohaterami noszą tę powieść, a nie sama zagadka kryminalna.
Konflikt między FBI a policją – sztuczny i nieuzasadniony
Autorka sięga po znany z amerykańskich seriali motyw konfliktu między lokalną policją a FBI. Problem w tym, że zamiast naturalnego napięcia wynikającego z procedur czy różnicy kompetencji, otrzymujemy konflikt, który wydaje się stworzony wyłącznie po to, aby bohaterowie mogli się ze sobą spierać. Trudno uwierzyć, że przy szóstej ofierze seryjnego mordercy funkcjonariusze zachowywaliby się w taki sposób. To jeden z największych niedostatków książki – sztuczność tego elementu fabuły rzuca się w oczy.
| Aspekt | Ocena | Uzasadnienie |
|---|---|---|
| Postaci główne | Dobra | Aaron przekonuje; policjantka schematyczna |
| Postaci drugoplanowe | Bardzo dobra | Autentyczne, wielowymiarowe |
| Relacje między bohaterami | Bardzo dobra | Naturalnie zbudowane, niosą historię |
| Konflikt FBI–policja | Słaba | Sztuczny, nieuzasadniony procedurami |
| Zagadka kryminalna | Słaba | Brak dedukcji, schodziła na dalszy plan |
| Zakończenie | Słaba | Spektakularne, ale słabo uzasadnione |
| Tempo lektury | Bardzo dobra | Szybkie, dialogi naturalne |
Zagadka kryminalna schodzi na dalszy plan
Mimo że powieść zapowiada się jako klasyczny thriller o profilerze tropiącym seryjnego mordercę, w praktyce niewiele tu miejsca na dedukcję czy odkrywanie kolejnych elementów układanki. Śledztwo jest pretekstem do pokazania bohaterów, a nie celem samym w sobie. Recenzentka wyraźnie wskazuje, że nie wynika to z braku zdolności autorki do budowania postaci, lecz z jej świadomego wyboru postawienia relacji na pierwszym planie.
Największy problem pojawia się w zakończeniu. Kolejne zwroty akcji są coraz bardziej spektakularne, ale jednocześnie coraz mniej przekonujące. Brakuje tutaj rozwiązania wynikającego z wcześniej rozsianych tropów – czytelnik czuje niedosyt, bo bardzo dobry pomysł został przykryty nadmiarem efektownych, lecz słabo uzasadnionych motywów.
Ameryka jako dekoracja
Osadzenie akcji w Stanach Zjednoczonych – z FBI i Waszyngtonem – dodaje powieści filmowego rozmachu, ale wielokrotnie ma się wrażenie, że jest to przede wszystkim dekoracja. Większość fabuły dałoby się bez większego trudu przenieść na polski grunt, nie tracąc nic z jej sedna. Niektóre elementy dotyczące funkcjonowania amerykańskich służb wydają się uproszczone lub podporządkowane atrakcyjności fabuły.
Co to oznacza dla czytelnika
Jeśli szukasz thrillera, który czyta się szybko i ma naturalne dialogi, „Ostatni na liście” nie rozczaruje. Jeśli jednak oczekujesz logicznej zagadki kryminalnej z dedukcją i dobrze rozplanowanym zakończeniem, ta powieść może być dla ciebie rozczarowaniem. To książka dla tych, którzy cenią sobie bohaterów i relacje między nimi bardziej niż samą zagadkę do rozwiązania. Warto ją przeczytać, ale z pełną świadomością, że autorka wybrała efekt wow nad konsekwencję logiczną.
Ostatecznie „Ostatni na liście” to poprawny thriller – nie zła książka, ale niedostatecznie wykorzystany potencjał. Autorka ma warsztat do kreowania postaci i kilka naprawdę dobrych pomysłów, ale zamiast pozwolić im wybrzmieć, za każdym razem próbowała dołożyć jeszcze większy efekt dramatyczny.
Na podstawie: dlaLejdis.pl. Tekst opracowany redakcyjnie.